czwartek, 18 maja 2017

Między jedną miesięcznicą, a drugą

między jednym pomnikiem smoleńskim, a drugim,
wspomnę tu sobie, u Tomka, gościnnie, inną rocznicę,
dzisiaj pomniejszą, zapomnianą, w cieniu najważniejszej z ważnych.
Dzisiaj Wawel się liczy, nie jakieś tam Monte Cośtam

Aaaa - pewnie, wspomnienie też się nie liczy,  
bo bez odczytania smoleńskiego apelu będzie.


MALINA - POST GOŚCINNY 


Dzisiaj wspominam 
MONTE CASSINO

Bo jeśli nie dzisiaj, 
to kiedy ?
jeśli nie ja, to kto ?



Kochałam go jak wnuczka, chociaż prawdziwą wnuczką nie byłam.
Miał duszę malarza i jak malarz opowiadał o świecie obrazami, a ja jak gąbka te opowieści chłonęłam. Były prawdziwe, tak, jak prawdziwe były zasuszone w książce czerwone maki.  Ostrożnie brałam w dłonie kwiaty, które przetrwały dłużej, niż ci, co po nich szli. Jak kruche jest życie ludzkie, myślałam, gdy jeden płatek rozkruszył się w palcach. Jak wielka jest jest odwaga i ofiara krwi, myślałam patrząc na rdzawe kwiaty.

Leopold, młodszy brat mojego Dziadzia.
Wujciu Bolek, jak go zawsze nazywałam.



To on pokazał mi maki, dał do ręki, opowiedział o tamtych, koszmarnych dniach. O okopach, szrapnelach, świstaniu kul, o głodzie, chłodzie, błocie i o drodze znaczonej trupami kolegów. O tym, jak okrutna i brudna jest wojna, jak odziera ludzi z człowieczeństwa. Wujciu Bolek, jeden z 2931 żołnierzy rannych pod Monte Cassino. Dostał w samą pierś ale ogromna, poszarpana rana cudem się zagoiła. Wiesz, mówił do mnie, wycięli mi tam serce. Opowiadał godzinami a ja słuchałam. Pokazał mi piekło! I chociaż zobaczyłam je tylko oczyma wyobraźni, to do dzisiaj zapomnieć nie mogę. Więc jeśli nie ja, to kto? Jeśli nie dzisiaj, to kiedy ?



Dokładnie 73 lata temu, po jednej z najkrwawszych i najbardziej zaciętych walk drugiej wojny, polska Biało-czerwona dumnie załopotała zatknięta na ruinach klasztoru. Pierwsza. Dopiero kilka godzin później generał Anders rozkazał naszym wywiesić obok brytyjską. 60 lat temu, dokładnie 18-go maja w południe, w ruinach klasztoru zabrzmiał Hejnał Mariacki.
To było 73 lata temu, a czy my o tym pamiętamy ?

Leopold  nie miał dzieci, nie miał wnuków ale miał nas.
Moją Mamusię uważał za córkę a mnie przekazywał to wszystko, co pewnie by przekazał swojemu usynowi, gdyby ten syn żył. Ale zmarł kilka dni po urodzeniu. Zasuszone maki przetrwały, długo leżały między kartkami starej książki aż w końcu trafiły do szkoły, opowiadać dzieciom o honorze, odwadze, poświęceniu i miłości Ojczyzny. Inne wojenne pamiątki leżą schowane w żołnierskim, blaszanym pudełku, a listy i dokumenty w pamiątkowej kasetce. No i w naszych sercach. W taki dzień, jak dzisiaj wracam do wspomnień. Wyjmuję pierwszy z brzegu list. Powojenny.


Wujciu był już staruszkiem, kiedy pisał te słowa. Widać, że ręka już niezbyt sprawna, a przecież nawykła nie tylko do karabinu, do pędzla artysty też. Bolek żył ponad 90 lat, ostatnie lata spędził niestety przykuty do łóżka, bo nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Umysł jednak do końca miał jasny.


Na odwrocie Jego wojenna historia. Schowaj na pamiątkę Haneczko, mówił. Schowałam. Będzie dla następnych pokoleń.

I jeszcze to: Czerwone Maki. Pieśń żołnierska.
Powstała w nocy zwycięstwa, z 17 na 18 maja 1944 roku. 60 lat temu. Ale nie od razu cała, tylko dwie pierwsze zwrotki, trzecią dopisano kilka dni później. Pieśń chwyciła za serca. Nikt nie chciał czekać. Od razu, na gorąco, zaczęto drukować słowa i nuty. W tym czasie, we Włoszech, wychodziło drukiem polskie czasopismo "Na szlaku Kresowej". Pieśń znalazła się w specjalnym dodatku.



Pożółkła kartka z frontu. Ze wzruszeniem dotykam.
Ze wzruszeniem czytam te słowa i odczytuję nuty. Przez ile rąk przeszła ta kartka papieru ? Co widziała ? Ile łez wycisnęły słowa, ile tęsknoty rzewne nuty ? Kto śpiewając myślał o rozkazie generała Andersa : Niech lew mieszka w waszym sercu !

Dwóch braci śpiewało mi żołnierskie pieśni.
Dziadziu zawsze Marsz Pierwszej Brygady. Ten Marsz prędzej potrafiłam zaśpiewać niż Wlazł kotek. Brat dziadzia, wujciu Bolek, śpiewał mi Czerwone maki. Ech, muzykalni chłopcy byli, w młodzieńczych latach nawet serenady, pod oknem pięknej popadii, wyśpiewywali. Ale wojna repertuar z romansowego na patriotyczny zmieniła i tak już zostało. A że we mnie drzemie serce wojownika to żołnierskie śpiewanie właśnie mnie przekazali.



Kiedy zaczęła się druga wojna Bolek miał 39 lat.
Stary Legionista, urzędnik państwowy, poszedł na front - jak wszyscy
Historię Bolka z czasów pierwszej wony i Legionów już tu wcześniej opisywałam. Jego medale i odznaki, te spod Monte Cassino, Tobruku i Palestyny  pokazywałam ale pokażę jeszcze raz ... bo jeśli nie ja, to kto ?






Dzisiaj, z blaszanego pudełka, znowu wyciągam żołnierskie pamiątki.
I te wcześniej pokazywane i jeszcze inne:


Srebrny Krzyż Zasługi z Mieczami. Akurat ten Krzyż nie należał do Bolka, tylko do brata moje babci - Stasia.  Bolek dostał Krzyż Brązowy ale, niestety, zdjęcie brązowego niezbyt mi wyszło.
Krzyż Srebrny ma amarantową wstążkę z niebieskimi paskami, jest ze srebra, ramiona ma z czerwonej emalii a w środku białe emaliowane pole z inskrypcją RP. Ten brązowy emalii nie ma.


 Medal Polska Swemu Obrońcy
 

Odznaki, medale, książeczki, naszywki, listy ...
Umiłowanie wolności, umiłowanie Ojczyzny. Gdyby chociaż po wojnie mógł wrócić do tej, za którą walczył. Gdybyż ! Ale nie mógł. Oczywiście, że w końcu wrócił, niestety via Londyn i dopiero w sierpniu 1947 roku. Takich bohaterów ojczyzna tu nie potrzebowała, takich sobie wyraźnie wtedy nie życzyła.


Pół świata z armią - Monte Cassino, Tobruk, Asyż czy Palestyna.



Podarował mi te pamiątkowe zdjęcia, tylko wcześniej, na jednym, zrobił długopisem znak x, żebym bez zbytniego dociekania mogła go odnaleźć. 


Widziałam na własne oczy nie tylko te zasuszone, czerwone maki, widziałam też różę z Ogrodu Świętego Franciszka, dostał ją od zakonników gdy wyzwalał Asyż.Widziałam swetry robione z lotniczych pończoch, które przysyłał z Anglii. Widziałam seans hipnozy, której nauczył się w czasie wojny od Hindusów. Widziałam też głęboką wiarę tego niegdyś ateisty. Dziwnymi drogami chadzają ludzkie losy, jednym wojna wiarę zabiera innym wiarę daje tak, jak Bolkowi. Kiedy patrzyłam na Bolka w trumnie myślałam sobie że w swoim życiu nie spotkałam człowieka który tak pogodnie odchodził do Domu Ojca dziękując za dobro, które dostał. Może tak jest, że człowiek, który doświadczył takiego ogromu zła potrafi docenić każdą okruszynę dobra ? Wydawało mi się, że śpi uśmiechnięty leżąc na boku z podkurczonymi nogami. Wujciu Bolek uśmiechał się w trumnie.

Dzisiaj, w rocznicę zwycięstwa pod Monte Cassino, myślę o wujciu Bolku, o człowieku, któremu wolność zabrano i który życia nie wahał się narażać, byśmy my tę wolność mieli. Myślę o jego czerwonych makach i siwych włosach. O łagodnym spojrzeniu i zawsze uśmiechniętych oczach Oczach które tak wiele złego widziały i nie oślepły na dobro. Ciesz się wolnością dziecko, mawiał. Taką nawet jaka teraz jest, w sercu masz prawdziwą a da Bóg i ta prawdziwa przyjdzie. Przyszła.
Ja się cieszę, jestem mu to winna ! Jemu i tysiącom innych, znanych i bezimiennych. I jeszcze coś - jestem z nich dumna !

Czerwone, jak czerwona jest krew,
kruche i delikatne jak ludzkie życie ... maki  ...


Ten wpis zrobiłam 3 lata temu. Wtedy jeszcze trochę bardziej , jako Naród pamiętaliśmy ... nawet był specjalny bieg. Bardzo przeżywałam, że nie mogę pobiec.  Umieściłam ten wpis na fb. Zrobiłam sobie na pamiątkę zrzut z ekranu.  Wspaniale było poczytać, komentarze. Ludzie wcale nie są obojętni. Pamięć zostaje. W sercach jest potrzeba wdzięczności.

jeśli podobał Ci się ten wpis
to wejdź na liiil
il    i zagłosuj

 

27 komentarzy:

  1. Aniu ,bardzo wzruszający post.jak zawsze potrafisz pięknie opisać,że ściska za serce.W mojej rodzinie nie było, tak walecznych osób.A może i ktoś był ,tylko się o tym nie wspominało.Inna czasy ,inne wychowanie...Były tylko wspomnienia dziadków z czasów wojny.Nie każdy jest tak bogaty w historyczne pamiątki ,jak Ty Anula.Tyle lat minęło od wojny ,bardzo dobrze je przechowujesz.Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PRZEPRASZAM ZA BŁĘDY...jakoś tak poleciało.

      Usuń
  2. DZIEKUJE ... Haneczko kochana ...

    OdpowiedzUsuń
  3. NIE POZWALA PANI, PANI ANNO !
    WYKREŚLIĆ Z PAMIĘCI KRZYŻOWEJ DROGI
    NASZYCH NAJBLIŻSZYCH. ICH CIERPIENIA.
    BO PRZECIEŻ O POLSKĘ TU CHODZI.
    OBDZIELA PANI ŁASKĄ ZMARTWYCHWSTANIA
    ZAPOMINANYCH POLSKICH BOHATERÓW,
    DZIĘKI KTÓRYM ZACHOWANE JESTESTWO OJCZYZNY.
    NISKI POKŁON PANI.

    ZNAMIENNE TEŻ UPOMINANIE SIĘ
    O TĘ PAMIĘĆ NA STRONIE
    PANA PROFESORA TOMASZA.

    BOHATEROWIE.
    PAMIĘĆ O NICH.

    51 Pułk Piechoty
    Strzelców Kresowych z Brzeżan
    pamięcią bolesną.
    Od 1920 po 1939 rok
    stacjonował w Brzeżanach.
    Jest naszą dumą. Naszą historią.
    Naszą rzewną pamięcią.
    We wrześniu 1939 roku wyruszył na swój
    ostatni bój w obronie Ojczyzny.
    Pamiętne pożegnanie Pułku 2 września
    na stacji w Brzeżanach.
    Żołnierzy, Podoficerów i Oficerów
    żegnali ich dzieci, żony, najbliżsi.
    W pociągu wojskowym było ich tysiąc pięćset,
    Pod Iłżą bohaterską śmiercią
    padło Ich tysiąc.
    Lasy, ziemia iłżecka spłynęły krwią
    Żołnierzy, Podoficerów, Oficerow
    51 Pułku Piechoty Strzelców Kresowych
    z Brzeżan.
    Ocaleni przedzierali się do swoich
    rodzinnych stron.
    Ginęli z rąk ukraińskich bandytów.
    Póżniej na zesłaniach Sybiru,
    w niemieckich i sowieckich obozach koncentracyjnych.
    Walczyli o Polskę na wszystkich polach
    bitewnych drugiej wojny światowej.
    Krwawili i padali pod Monte Cassino. Lenino.
    Pod Tobrukiem i na wielu innych
    już teraz zapomnianych Pobojowiskach.
    W naszych sercach goreje pamięć o Nich.
    Pamiętamy i czcimy tych,
    których znamy z Nazwiska i Imienia.
    Czcimy i opłakujemy tych Bezimiennych,
    których Nazwiska i Imiona zatraciły się
    w mrokach historii.
    Pamięć o Nich w naszych sercach.

    Gimnazjalista Brzeżańskiego Gimnazjum
    Aleksander Wojciechowski poległ
    Pod Monte Cassino.

    A.T

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak, drogi A.T. splatały się losy naszych bohaterów - i tych z Brzeżan i tych ze Złoczowa i z Jarosławia. Ale pozostały po nich diamenty- w naszej pamięci - Haneczki, Twojej, mojej i wszystkich naszych przyjaciół, którzy ją pielęgnują i w odpowiednim czasie dają jako świadectwo

      Usuń
    2. Pewnie to jeszcze nie czas
      na odpowiedż na pytanie
      o sens Pańskiej osobistej ofiary
      Panie Profesorze !
      Na pewno wpleciona w Ich.
      Nadzieja umiera ostatnia.

      A.T

      Usuń
    3. A.T.- moja ofiara w porównaniu z ofiara tych właśnie bohaterów, o których tu mowa, to "mały pikuś". Ale cieszę się, że choć w niewielkim stopniu, ale miałem swój udział w tym dziele obalania dawnego systemu komunistycznego.Tylko ja miałem to szczęście w porównaniu z moimi wielkimi poprzednikami, że już "swoje kupony odciąłem" , a tamci nie mieli szans, bo nie dożyli , albo tez traktowani byli przez ówczesne władze jako "zaplute karły reakcji". Tylko nieliczni poszli na współpracę z nową władzą.

      Usuń
    4. POZOSTAJE REFLEKSJA.

      POŻEGNANIE.

      Tajgowe tropy.
      Wynurzenie z gęstwiny.
      Stromy brzeg. Zakosy rzeki.
      Słońce.
      Drzewo schylone nad wodą.
      Zadziwione swoim odbiciem.
      Zastygłe w medytacji.
      Kępy brzóz na wysepkach.
      Otoczone bagnami.
      Zawódż.
      Płaty liści na toni.
      Lilie zauroczone niebem.
      Zielona dal.
      Na horyzoncie pionowy słup dymu.
      Płonie tajga.
      Bezwietrzna cisza.
      Mama w bezruchu.
      Zapatrzona w dal.

      A. T

      Usuń
    5. A.T. byłam na twoim blogu, to poetycka perełka, nawet perła. Te wiersze (koniecznie!) powinny ukazać się drukiem, zebrane w formie kresowego tomiku. Blog to fajna rzecz, ale do niewielu dociera, a te wiersze powinny dotrzeć do wielu. Kresowe serce na kresowej dłoni, kresowa prawda, kresowa pamięć . Nie da się czytać tych wierszy nez emocji, bez przeżycia.
      Przeczytałam od deski do deski. Na Maliny wiersze też tam natrafiłam. Dobraliście się w korcu maku. Pełne zaskoczenie :)

      Usuń
    6. Blog nie mój, a Pani Anny.
      i tylko dzięki kresowemu sercu
      te wiersze zaistniały.
      Obok Jej oczywiście expresjom
      i talentowi zjednywania szlachetnych
      i wrażliwych Postaci.
      Też utalentowanych,
      bowiem rozumienia wiersza, muzyki to dar Boży.
      i azyl.
      Dziękuję Pani K-La za dobre słowa.

      A.T

      Usuń
  4. A ja dziękuję Hani, że zechciała tu zagościć z tak wzruszającym postem o tych bohaterach, którym pamięć i hołd należy się nie tylko w rocznicę, ale zawsze.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pytasz Haniu "kto jak nie my ?" Odpowiadam - nastepne pokolenia Polakow
    Pytasz "kiedy ?" Ano, przy kazdej okazji a najczesciej (ja tak mam) w polu gdy spogladam na czerwone maki i nuce sobie "a po tych makach szedl zolnierz i ginal, bo od smierci silniejszy byl gniew". Ksiazke Wankowicza o Bitwie "pochlonalem" w jedna noc jako trzynastolatek. Wowczas byla to ksiazka zakazana, udostepniana w zaufaniu przez tych ktorzy nia dysponowali z przemytu, z zachodu. Zazdroszcze Ci Haniu tych antenatow rodzinnych, bo II wojna swiatowa, a zwlaszcza historia Polski i polakow w tym czasie to byl i jest moj "konik" jeszcze w szkole. Osobiscie spotkalem tylko, o ironio. jednego uczestnika walk na przyczolku pod Ancio. W 1989 r. podczas pierwszego wyjazdu na "zachod", jeszcze na zaproszenie z RFN. Trafilem do rodziny Niemca w ktorej poznalem seniora bez nogi. Noga jego zostala pod Ancio "amputowana" amerykanska bomba lotnicza. Przezyl, ale po kilku dziesiecioleciach, zaczal odczuwac "bole fantomowe" nogi ktora mu urwala bomba 1943 r. Jakos nie wspolczolem mu. Wprawdzie trafil tam z poboru jako 19 latek, ale zawdzieczal to swoim rodzicom, ktorzy wybrali na swego wodza Hitlera. Podziwiam Twoich bohaterow rodzinnych i pozdrawiam - Jedrus

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jędruś, ja czytałam tę książkę Wańkowicza trak samo, jednym tchem, ale była to już lektura dowolna w Państwowym Liceum Sztuk Plastycznych (lata sześćdziesiąte ub. wieku)A potem zapraszałem do szkoły i do internatu na spotkania z młodzieżą żyjących wówczas jeszcze uczestników tej bitwy. To były relacje niesamowite, które do dziś pamiętam

      Usuń
  6. Przepiękna, porywająca opowieść o bohaterze, miłości, życiu... Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  7. Milczenie !
    Bo oni tak naprawdę PISowi sa do niczego potrzebni.Od czasu do czasu w propagandzie I tyle
    Co gorsza ich rodziny protestują gdy "przy okazji" wygłaszany "musi byc "Apel smoleński".No to po co o "gorszym sorcie" wspominać
    Co innego "żołnierze wykleci"O tu wdzięczne sa cale rodziny a niekiedy i całe miejscowości A ci dają głos /z wdzięczności/ właściwej władzy.
    I o to tu chodzi
    Ze,to wszystko kłamliwe i dęte wiedza świadkowie tamtych dni
    Bo powiedzmy iluż było tych wyklętych co to z przyczyn politycznych walczyli?
    Reszta, a sądzę ze większość to zwyczajni bandyci, korzystający z sytuacji, ze bron, ze mogą uchodzić "za partyzantów"
    O dziwo, wieś,małe miasteczka, sąsiedzi wiedzieli kto to i zacz i takie odium bandytyzmu ciążyło lata całe, na przodkach .I w środowisku byli oni wytykani
    Dzis gdy z większości tych bandytów zrobiono sztucznie "żołnierzy wyklętych" przodkowie odetchnęli,podnieśli głowy i brylują w miejscowości Mówiliście ze bandyta a tu uznany urzędowo, bohater.
    A to ze jak otrzymali "urzędowy papier" biegiem pobiegli do sądu by otrzymać stosowne odszkodowanie, już nie mówią.A tak się dzieje./chcesz przykłady/
    I tak to sie robi gorliwym zwolenników PIS gdy całe rodziny z wdzięczności ida zagłosować Za.
    A szczęście ich jest większe gdy potomni tych co mówili bandyci, dziś zmuszeni sa nie tylko postawić pomnik ale stać w pocztach przy tych pomnikach.,
    Tak to wygląda geneza "produkcji" sztucznych bohaterów.Mimo wielu protestów świadków tamtych dni i to ze środowisk kombatanckich.
    Przeciwko upamiętnianiu "Ognia" protestowali kombatanci z AK Nowego Targu,IPN Słowacki i społeczność pacyfikowany wsi a i tak postawiono mu pomnik A Lech Kaczyński "zaszczycił" uczestnicząc w otwarciu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chciałbym Wieśku abyś posądzał mnie o jakieś cenzurowanie, bo w wielu kwestiach myślimy podobnie Przymusowe Apele smoleńskie przy okazji innych rocznic z udziałem Wojska Polskiego to kaprys Macierewicza , zaakceptowany przez bojącego się go Kaczyńskiego. To jakaś paranoja.
      W kwestii "żołnierzy wyklętych" nie muszę się z tobą zgadzać, aczkolwiek były przypadki zbrodni dokonywanych przez niektórych z nich . Ty wszystkich prawie wrzucasz do jednego worka jako zbrodniarzy. Tak, dla rodzin byłych utrwalaczy nowej prosowieckiej władzy, aparatczyków partyjnych funkcjonariuszy bezpieki, którzy za swoje , również zbrodnicze działania padli ofiarą np. takiego "Łupaszki", czy u nas Pieniążka, ci żołnierze podziemia byli bandytami. Zresztą , całe nasza podziemna armia przez okupantów określana była mianem bandytów - zarówno w czasie wojny, jak i po wojnie. A co powiesz o pomordowanych żołnierzach podziemia na Zamku w Lublinie, w Rzeszowie, pochowanych na tzw "Łączce" w Warszawie" - o Cieplickim , Nilu, Pileckim, o wielu którzy ujawnili się i ślad po nich zaginął Oj, dużo by opowiadać , zwłaszcza o tym, co działo się na moich terenach. Oczywiście , były też zwyczajne bandy rabusiów , podszywające się pod partyzantkę, ale z nią nic wspólnego nie mające . U nas mówiło się o nicy "a-kury...a-kaczki", jako ,że rabowali drób. Tacy tez, niestety byli.

      Usuń
  8. Witaj Tomku.
    Monte Casino, Czerwone Maki zawsze wywołują we mnie takie uczucia, ze nieraz mi się zaszklą oczy.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Michale, kiedy byłem na Monte Cassino, w drodze na cmentarz zboczyłem za rosnące tuje i zerwałem sobie dwa czerwone maczki. Pomyślałem sobie , ze ich pra-pra pra....przodki - maki również tu rosły podczas walk, nękane pociskami, minami. I one przetrwały, jak pamięć o naszych bohaterach

      Usuń
  9. Wzruszający post Hani,
    Pozdrawiam cieplutko :))

    OdpowiedzUsuń
  10. Malino, w słowa trudno ubrać to co w sercu i myśli gra. Masz rację, winniśmy im pamięć, przypomnienie, hołd i dumę. Dobrze, że między współczesnymi echt-bohaterami, kreowanymi na potęgę i na siłę, jest jeszcze przestrzeń, w którą komuś udaje się wcisnąć tych zapominanych, tych prawdziwych. Jak dobrze, gdy ktoś, jak ty, na światło wydobędzie tamto bohaterstwo. Cóż , czasy mamy , jakie mamy, bohaterstwo w deficycie, tchórzostwo słupków sondażowych dodaje więc straszy się na potęgę. co tu o bohaterach mówić. Dlatego też tamtym cześć i chwała , po nich w bohaterstwie, niestety, potop.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością Hania zgodzi się ze mną , że tym bohaterom nie trzeba dodawać bohaterstwa na siłę. Naród śpiewał "Czerwone maki" od dawna i nikt nikogo nie zmuszał do czczenia pamięci o bohaterach, a ich heroizm był powodem do dumy z tego, ze jesteśmy Polakami

      Usuń
    2. Też bohaterstwo,
      że nie dajemy się zwariować

      A.T.

      Usuń
  11. Pani K-La !

    TAK DŁUGO CZEKAŁEM.

    Rozdarta lipa na rynku.
    Liściowe dzwonki grają.
    Wiatr wygrywa symfonie.
    Opowiada swoje tęsknoty.
    Wciąż nadzieja, usłyszę kroki.
    Fred to ty ?! Ja !
    Wykrzyczę głosem zranionego ptaka.
    Szlochem pękniętego serca. Skargą.
    Tak długo czekałem.
    Aż przeminąłem.
    Mkniemy liściową melodią nad rynkiem.
    Uliczką obok gimnazjum na kąpielisko.
    Dalej na górę Chrobrego.
    Uścisk rąk. Dotyk ust.
    Napotkanym obłokom i ptakom
    Krzyczę !
    Najpiękniejsza na świecie.
    Najbardziej dziewczęca.
    I skarga do Boga.
    Dlaczego przeminęła ?!

    A.T

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę A.T. ze historia, którą tu Hania przypomniała, wywołuje u ciebie nostalgiczne wspomnienia wyrażane w pięknej poezji

      Usuń
    2. To dygresje.
      Przypomnienie, że czas barykad
      nie jest wieczny.
      A.T

      Usuń
  12. Haniu, Ty wiesz, że zawsze mnie chwyta za serce wspominanie BOHATERÓW, naszych żołnierzy, ludzi z sercem i prawdziwie walczących Ojczyznę nasza . Niezależnie od miejsca frontu i działań. Pełen szacunek, dla tych którzy krew swoja przelewali za Wolność.. Ze świadomością szli w bój gotowi za ojczyznę zginąć. Im nalezy sie wieczna pamięć i chwała. ....

    świętowanie miesięcznic smoleńskich, nie ma nic wspólnego z pamięcią i zadumą nad tragedią katastrofy, to kolejne wiece polityczno-partyjne, miesięcznice pochówku, to farsa... Ciekawe czy prezes co miesiąc jeździ na Powązki a rocznice pochówku mamy taty... ech... No chyba że wobec brata ma straszne wyrzuty sumienia ...

    OdpowiedzUsuń