czwartek, 18 maja 2017

Między jedną miesięcznicą, a drugą

między jednym pomnikiem smoleńskim, a drugim,
wspomnę tu sobie, u Tomka, gościnnie, inną rocznicę,
dzisiaj pomniejszą, zapomnianą, w cieniu najważniejszej z ważnych.
Dzisiaj Wawel się liczy, nie jakieś tam Monte Cośtam

Aaaa - pewnie, wspomnienie też się nie liczy,  
bo bez odczytania smoleńskiego apelu będzie.


MALINA - POST GOŚCINNY 


Dzisiaj wspominam 
MONTE CASSINO

Bo jeśli nie dzisiaj, 
to kiedy ?
jeśli nie ja, to kto ?



Kochałam go jak wnuczka, chociaż prawdziwą wnuczką nie byłam.
Miał duszę malarza i jak malarz opowiadał o świecie obrazami, a ja jak gąbka te opowieści chłonęłam. Były prawdziwe, tak, jak prawdziwe były zasuszone w książce czerwone maki.  Ostrożnie brałam w dłonie kwiaty, które przetrwały dłużej, niż ci, co po nich szli. Jak kruche jest życie ludzkie, myślałam, gdy jeden płatek rozkruszył się w palcach. Jak wielka jest jest odwaga i ofiara krwi, myślałam patrząc na rdzawe kwiaty.

Leopold, młodszy brat mojego Dziadzia.
Wujciu Bolek, jak go zawsze nazywałam.



To on pokazał mi maki, dał do ręki, opowiedział o tamtych, koszmarnych dniach. O okopach, szrapnelach, świstaniu kul, o głodzie, chłodzie, błocie i o drodze znaczonej trupami kolegów. O tym, jak okrutna i brudna jest wojna, jak odziera ludzi z człowieczeństwa. Wujciu Bolek, jeden z 2931 żołnierzy rannych pod Monte Cassino. Dostał w samą pierś ale ogromna, poszarpana rana cudem się zagoiła. Wiesz, mówił do mnie, wycięli mi tam serce. Opowiadał godzinami a ja słuchałam. Pokazał mi piekło! I chociaż zobaczyłam je tylko oczyma wyobraźni, to do dzisiaj zapomnieć nie mogę. Więc jeśli nie ja, to kto? Jeśli nie dzisiaj, to kiedy ?



Dokładnie 73 lata temu, po jednej z najkrwawszych i najbardziej zaciętych walk drugiej wojny, polska Biało-czerwona dumnie załopotała zatknięta na ruinach klasztoru. Pierwsza. Dopiero kilka godzin później generał Anders rozkazał naszym wywiesić obok brytyjską. 60 lat temu, dokładnie 18-go maja w południe, w ruinach klasztoru zabrzmiał Hejnał Mariacki.
To było 73 lata temu, a czy my o tym pamiętamy ?

Leopold  nie miał dzieci, nie miał wnuków ale miał nas.
Moją Mamusię uważał za córkę a mnie przekazywał to wszystko, co pewnie by przekazał swojemu usynowi, gdyby ten syn żył. Ale zmarł kilka dni po urodzeniu. Zasuszone maki przetrwały, długo leżały między kartkami starej książki aż w końcu trafiły do szkoły, opowiadać dzieciom o honorze, odwadze, poświęceniu i miłości Ojczyzny. Inne wojenne pamiątki leżą schowane w żołnierskim, blaszanym pudełku, a listy i dokumenty w pamiątkowej kasetce. No i w naszych sercach. W taki dzień, jak dzisiaj wracam do wspomnień. Wyjmuję pierwszy z brzegu list. Powojenny.


Wujciu był już staruszkiem, kiedy pisał te słowa. Widać, że ręka już niezbyt sprawna, a przecież nawykła nie tylko do karabinu, do pędzla artysty też. Bolek żył ponad 90 lat, ostatnie lata spędził niestety przykuty do łóżka, bo nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Umysł jednak do końca miał jasny.


Na odwrocie Jego wojenna historia. Schowaj na pamiątkę Haneczko, mówił. Schowałam. Będzie dla następnych pokoleń.

I jeszcze to: Czerwone Maki. Pieśń żołnierska.
Powstała w nocy zwycięstwa, z 17 na 18 maja 1944 roku. 60 lat temu. Ale nie od razu cała, tylko dwie pierwsze zwrotki, trzecią dopisano kilka dni później. Pieśń chwyciła za serca. Nikt nie chciał czekać. Od razu, na gorąco, zaczęto drukować słowa i nuty. W tym czasie, we Włoszech, wychodziło drukiem polskie czasopismo "Na szlaku Kresowej". Pieśń znalazła się w specjalnym dodatku.



Pożółkła kartka z frontu. Ze wzruszeniem dotykam.
Ze wzruszeniem czytam te słowa i odczytuję nuty. Przez ile rąk przeszła ta kartka papieru ? Co widziała ? Ile łez wycisnęły słowa, ile tęsknoty rzewne nuty ? Kto śpiewając myślał o rozkazie generała Andersa : Niech lew mieszka w waszym sercu !

Dwóch braci śpiewało mi żołnierskie pieśni.
Dziadziu zawsze Marsz Pierwszej Brygady. Ten Marsz prędzej potrafiłam zaśpiewać niż Wlazł kotek. Brat dziadzia, wujciu Bolek, śpiewał mi Czerwone maki. Ech, muzykalni chłopcy byli, w młodzieńczych latach nawet serenady, pod oknem pięknej popadii, wyśpiewywali. Ale wojna repertuar z romansowego na patriotyczny zmieniła i tak już zostało. A że we mnie drzemie serce wojownika to żołnierskie śpiewanie właśnie mnie przekazali.



Kiedy zaczęła się druga wojna Bolek miał 39 lat.
Stary Legionista, urzędnik państwowy, poszedł na front - jak wszyscy
Historię Bolka z czasów pierwszej wony i Legionów już tu wcześniej opisywałam. Jego medale i odznaki, te spod Monte Cassino, Tobruku i Palestyny  pokazywałam ale pokażę jeszcze raz ... bo jeśli nie ja, to kto ?






Dzisiaj, z blaszanego pudełka, znowu wyciągam żołnierskie pamiątki.
I te wcześniej pokazywane i jeszcze inne:


Srebrny Krzyż Zasługi z Mieczami. Akurat ten Krzyż nie należał do Bolka, tylko do brata moje babci - Stasia.  Bolek dostał Krzyż Brązowy ale, niestety, zdjęcie brązowego niezbyt mi wyszło.
Krzyż Srebrny ma amarantową wstążkę z niebieskimi paskami, jest ze srebra, ramiona ma z czerwonej emalii a w środku białe emaliowane pole z inskrypcją RP. Ten brązowy emalii nie ma.


 Medal Polska Swemu Obrońcy
 

Odznaki, medale, książeczki, naszywki, listy ...
Umiłowanie wolności, umiłowanie Ojczyzny. Gdyby chociaż po wojnie mógł wrócić do tej, za którą walczył. Gdybyż ! Ale nie mógł. Oczywiście, że w końcu wrócił, niestety via Londyn i dopiero w sierpniu 1947 roku. Takich bohaterów ojczyzna tu nie potrzebowała, takich sobie wyraźnie wtedy nie życzyła.


Pół świata z armią - Monte Cassino, Tobruk, Asyż czy Palestyna.



Podarował mi te pamiątkowe zdjęcia, tylko wcześniej, na jednym, zrobił długopisem znak x, żebym bez zbytniego dociekania mogła go odnaleźć. 


Widziałam na własne oczy nie tylko te zasuszone, czerwone maki, widziałam też różę z Ogrodu Świętego Franciszka, dostał ją od zakonników gdy wyzwalał Asyż.Widziałam swetry robione z lotniczych pończoch, które przysyłał z Anglii. Widziałam seans hipnozy, której nauczył się w czasie wojny od Hindusów. Widziałam też głęboką wiarę tego niegdyś ateisty. Dziwnymi drogami chadzają ludzkie losy, jednym wojna wiarę zabiera innym wiarę daje tak, jak Bolkowi. Kiedy patrzyłam na Bolka w trumnie myślałam sobie że w swoim życiu nie spotkałam człowieka który tak pogodnie odchodził do Domu Ojca dziękując za dobro, które dostał. Może tak jest, że człowiek, który doświadczył takiego ogromu zła potrafi docenić każdą okruszynę dobra ? Wydawało mi się, że śpi uśmiechnięty leżąc na boku z podkurczonymi nogami. Wujciu Bolek uśmiechał się w trumnie.

Dzisiaj, w rocznicę zwycięstwa pod Monte Cassino, myślę o wujciu Bolku, o człowieku, któremu wolność zabrano i który życia nie wahał się narażać, byśmy my tę wolność mieli. Myślę o jego czerwonych makach i siwych włosach. O łagodnym spojrzeniu i zawsze uśmiechniętych oczach Oczach które tak wiele złego widziały i nie oślepły na dobro. Ciesz się wolnością dziecko, mawiał. Taką nawet jaka teraz jest, w sercu masz prawdziwą a da Bóg i ta prawdziwa przyjdzie. Przyszła.
Ja się cieszę, jestem mu to winna ! Jemu i tysiącom innych, znanych i bezimiennych. I jeszcze coś - jestem z nich dumna !

Czerwone, jak czerwona jest krew,
kruche i delikatne jak ludzkie życie ... maki  ...


Ten wpis zrobiłam 3 lata temu. Wtedy jeszcze trochę bardziej , jako Naród pamiętaliśmy ... nawet był specjalny bieg. Bardzo przeżywałam, że nie mogę pobiec.  Umieściłam ten wpis na fb. Zrobiłam sobie na pamiątkę zrzut z ekranu.  Wspaniale było poczytać, komentarze. Ludzie wcale nie są obojętni. Pamięć zostaje. W sercach jest potrzeba wdzięczności.

jeśli podobał Ci się ten wpis
to wejdź na liiil
il    i zagłosuj

 

czwartek, 27 kwietnia 2017

Słów kilka na "Ucho prezesa"

Słów kilka na "Ucho prezesa"




Oglądałeś  "Ucho prezesa"? -  zaczepiają mnie znajomi na ulicy, dzwonią inni przyjaciele. Temat od  pewnego czasu króluje w rozmowach biesiadnych, spotkaniach towarzyskich, w salonach politycznych. Nawet w samym "Uchu " dyskutuje się o "Uchu"




"Ucho prezesa" stało się już  ikoną współczesnej satyry politycznej - satyry dla ludzi inteligentnych, mających dystans do wielkiej wojny polsko-polskiej i do samych siebie,  a więc na pewno  nie dla pani poseł Krystyny P, która nie potrafi śmiać się, lecz kipi zajadłością do wszystkiego, co nie prezesowskie. Nie jest ono na pewno mile przyjmowane przez tych, którzy ślepo albo też  interesownie zapatrzeni w zbawczą działalność Wodza, traktują wszelką satyrę polityczną, której ostrze skierowane jest przeciw niemu, za akt obrazoburczy, godny potępienia.




TUTAJ
dostęp do ucha prezesa :





*

     Czekam zawsze na kolejny odcinek, by poprawić sobie humor na nowy tydzień.
 Co jest ważne w tym satyrycznym serialu, to ostrość spojrzenia na zachowania ludzi i - wbrew pozorom- obiektywizm. Kiedyś autorzy wyłapywali  "wykrzywienia"  poprzedniej koalicji, dziś również nie oszczędzili działaczy opozycji (odc. 13) i każdy z nich, który to obejrzał, na pewno wyciągnął właściwe wnioski. Taka jest właśnie rola  mądrej satyry politycznej.
 Kiedyś, w okresie stanu wojennego jej ikoną , podtrzymującą naród na duchu, był Pietrzak.  Odkąd związał się z jedyną ,  "słuszną partią",  wylewając swoją frustrację z powodu nieudanych startów na prezydenta RP, zaczął pełnić co najwyżej rolę deski klozetowej w ulubionej przez obecną władzę toalecie.




"Ucho prezesa " w swoim ostatnim odcinku tej serii ma być najmocniejszym przekazem . Nic dziwnego, bo to przecież będą imieniny PREZESA. Oj, będzie się działo...

Zapraszam na  drugi blog o pszczelarstwie - http://przedspiew.bloog.pl

tu link


jeśli podobał Ci się ten wpis
to wejdź na liiil
il    i zagłosuj



poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Szaleństwo głupoty, czyli - jak ośmieszyć tragedię narodową


Szaleństwo głupoty, czyli  -  jak ośmieszyć tragedię narodową


Zdjęcie z newsa WP

Głupota osiągnęła apogeum. Dramat polega na tym, że jest to głupota naznaczona piętnem szaleństwa. Posługuje się nią jeden szaleniec jako narzędziem politycznym, podając coraz to nowe, nieracjonalne przyczyny katastrofy prezydenckiego samolotu. To jest - dopasowując do podstawowej teorii o zamachu coraz to nowe sposoby jego dokonania . Gdzieś w tle już wskazani zostają sprawcy, ale trzeba jeszcze jakoś to posklejać do kupy, opakować i podać naiwnym , ale wiernym , otumanionym, żądnym krwi wyznawcom. A że posklejać się nie da, więc wymyśla się nieprawdopodobną historię o wybuchu ładunku termobarycznego. Teraz należy wcisnąć w ogłupione umysły tej niemyślącej części narodu, że to jest najwłaściwsza, najprawdziwsza, oczywista prawda. Tę oczywistą prawdę podał tłumowi wyznawców GURU głupoty, ogarnięty chorobliwą nienawiścią, a w rzeczywistości jeden z najbardziej nieszczęśliwych ludzi w Polsce, który wie, że tak naprawdę to on sam w pewnym stopniu przyczynił się do... No właśnie, sumienie nie daje mu spokoju, a kres władzy zbliża się nieuchronnie po której oddaniu trzeba będzie i z tej głupoty wciskanej narodowi oraz z jej kosztów, rozliczyć się dokładnie. I marzenie o byciu ZBAWCĄ NARODU rozwieje się przy najbliższych wyborach.      Dziś, dzięki (niestety ) naczelnym głupcom, obierającym dramat z 19 kwietnia 2010 roku w teorię, której nie wymyśliłoby nigdy nawet stu dobrze odżywionych wariatów, tragedia smoleńska coraz częściej, zamiast zadumy, refleksji, budzi niezdrowe , ośmieszające ją komentarze. I to jest nie tylko smutne, ale tragiczne. 

jeśli podobał Ci się ten wpis
to wejdź na liiil
il    i zagłosuj

 

czwartek, 9 marca 2017

Gdzie diabeł nie może...

Gdzie diabeł nie może...




     No i stało się , zgodnie z naszymi przewidywaniami: Europa powiedziała Kaczyńskiemu, gdzie jest jego miejsce. Na nic zdała się cała dyplomacja szefa MSZ, na nic wsparcie szefa MON (on czymś groził?), na nic ostatnia krucjata szefowej pisowskiego rządu ( celowo używam określenia "pisowskiego " zamiast "polskiego", bowiem polski rząd dbałby przede wszystkim o dobro Polski, a nie partii, nie narażałby autorytetu i  pozycji państwa na śmieszność, nie realizowałby ambicji człowieczka, który jest tylko szeregowym posłem i prezesem jednej partii).
    Na niczym spełzły wręcz szatańskie  wysiłki, by podkopać w oczach Polaków i Europy wiarygodność głównego kandydata na szefa RE, Donalda Tuska. Cała czereda pisowska, jak mantrę powtarzała te same wymyślone argumenty mające zohydzić  Donalda Tuska. Łącznie z zabraniem mu prawa bycia Polakiem. Naprawdę, diabelski to był pomysł. Wtórowała tu , uzbrojona w tzw. ekspertów, reżymowa telewizja, popisując się akcjami  propagandowymi godnymi TVP z okresu stanu wojennego, czy też obecnej telewizji putinowskiej. Jacek Kurski gwałci moralnie swoich dziennikarzy, żądając od nich materiałów obnażających niemiecko-wilczą naturę Tuska ( a może już tak są wyćwiczeni, ze czynią to z własnej woli?). 
   Blamaż polskiej dyplomacji ( nic dziwnego, przy takim ministrze), pisowskiego rządu (premier jedzie na szczyt  w Brukseli z instrukcjami wydanymi przez szeregowego posła), porażka prezesa, który chyba za granicą nigdy nie był i zarządza krajem  z Nowogrodzkiej - to , jak przewiduję z wielka nadzieją,  początek końca tej  szkodliwej dla Polski formacji. 
 Najbardziej jednak poszkodowanym w tej całej hucpie jest niedoszły kandydat pisowskiego rządu, pan JSW, który dał się wrobić ,  stając się   tylko narzędziem  w rozgrywce politycznej -tak, jak niegdyś pan Gliński. Przypuszczam, że przynajmniej  zastąpi on nieudanego ministra spraw zagranicznych , Waszczykowskiego? A kto zastąpi niesamodzielną  panią premier, która tu , w grze prezesa pełniła rolę przysłowiowej "baby"?  Bo dziś, choć prezes ją chwali, a ona smutnym głosem poucza Europę,  nie sprawdziło się cytowane  w tytule staropolskie przysłowie i trzeba je zastąpić nowym : GDZIE DIABEŁ NIE MOŻE, TAM   I BABA NIE POMOŻE, JEŚLI  INNE  SĄ PLANY BOŻE .

" Co ja robię tu?"


jeśli podobał Ci się ten wpis
to wejdź na liiil
il    i zagłosu
 

poniedziałek, 6 marca 2017

Polska piaskownica

Polska piaskownica



   
 Co wyniknie z zamieszania, jakie na arenę europejskiej polityki wprowadził niemiłościwie nam panujący prezes Jarosław Kaczyński? Wstyd. Po prostu, wstyd.
      Już zamieszanie woków Trybunału Konstytucyjnego wprowadziło niepokój  Europie, i to wcale nie za przyczyną - jak to grzmiał prezes i prawicowe media - "targowiczan", lecz z prostego powodu: zainteresowanie Polską i wiedza Europejczyków o niej  stale rozwija się od wyboru Karola Wojtyły na papieża oraz od powstania Solidarności pod przywództwem Lecha Wałęsy, a dziś, w erze rewolucji medialnej, gdy jesteśmy realnie członkami Wspólnoty Europejskiej, na czele której stoi Polak, to zainteresowanie wiąże się również  z należnym Polsce miejscem , no i z szacunkiem.
     Niestety, ten wizerunek Polski  i Polaków szczególnie dziś został wypaczony, a to za przyczyną małego uzurpatora, Jarosława Kaczyńskiego, który swoimi  urojonymi fobiami zaraził  znaczną część  Polek i Polaków, a dzięki przedwyborczym oszustwom politycznym, populizmowi i  poparciu  środowiska związanego z o. dyrektorem Rydzykiem, przejął rządy w Polsce ( mam nadzieję, że nie na 4 lata). Do czasu wyborów miał " swoją piaskownicę" w Polsce. Nieszczęściem stało się, po wgranych wyborach,  uczynienie  z całej Polski jednej, wielkiej  piaskownicy, w której niepodzielnie bawią się pod jego przywództwem "grzeczni chłopcy i posłuszne dziewczynki". Dzisiaj mamy do czynienia z próbą poszerzenia polskiej piaskownicy o Europę. Osobista nienawiść prezesa Jarosława Kaczyńskiego do Donalda Tuska ubiegającego się o drugą kadencję przewodniczącego Rady Europejskiej, nie tylko zakłóciła normalny tryb dokonywania wyborów, ale też wprawiła w zdumienie właściwie całą Europę.
     Misja jednego z najbardziej gorliwych sługusów Kaczyńskiego, a jednocześnie największego nieudacznika polskiej dyplomacji, mająca  na celu uniemożliwienie ponownego wyboru Donalda Tuska,  czyni naród polski naprawdę narodem egzotycznym, gdzie prywata ubrana w patriotyczne majtki, owinięta narodowa flagą, staje się orężem Polaka  przeciw Polakowi na międzynarodowej arenie.

jeśli podobał Ci się ten wpis
to wejdź na liiil    i zagłosu

piątek, 3 marca 2017

Babooshka - Kate Bush


 

i już wiadomo
skąd ta babuszkaaa

:)

A tak nawiasem : 

Kobieta w woalce z kontrabasem i kobieta w seksownej „zbroi” z mieczem. Trzeba przyznać, że to jeden z dziwniejszych teledysków Kate Bush, choć całkiem niedziwne nigdy one nie były. Wideo ściśle związane jest piosenką i jej słowami. Utwór opowiada o kobiecie, które chce sprawdzić, czy mąż jest wobec niej lojalny. Przyjmuje więc pseudonim Babooshka i podając się za młodą kobietę śle do mężczyzny liściki, następnie aranżuje z nim spotkanie, a następnie niszczy związek przez swą paranoję.
 Sądzę, że słyszałam o tym, w jakimś programie BBC – wyjaśniała artystka. – Myślę, że to fascynujące.
W klipie kontrabas symbolizuje męża, odziana na czarno Bush żonę, a ubrana w skąpy kostium zainspirowany rysunkami Chrisa Achilleosa kobieta to tytułowa Babooshka, alter-ego małżonki.
Pisząc piosenkę, artystka nie wiedziała, że babuszka po rosyjsku oznacza… babcię.

ech - babuszka, babuszka ...
:)

czwartek, 2 marca 2017