*
To kontynuacja bloga o tym samym tytule, przeniesionego z WP. Nie da się żyć bez polityki, która wkracza w niemal każdą część naszej rzeczywistości. Stąd kontynuacja przemyśleń na tematy, od których nigdy nie uciekniemy
sobota, 31 marca 2018
środa, 7 marca 2018
OD MALINY NA IMIENINY
*dzisiaj na blogu Tomka znowu gościnnie Malina i:
Galeria Jednego Wiersza i Jednego Obrazu
Galeria Jednego Wiersza i Jednego Obrazu
MOJEJ WNUCZCE
Jeszcze niedawno
„Pyza na polskich dróżkach”,
drepcąca wśród traw łąkowych,
ciekawa świata,
zdobywająca pieniek
niczym szczyt
góry
wysokiej.
Dziś,
jak majowa niezabudka
czarujesz spojrzeniem
w przelotnej zadumie,
z tym swoim uśmiechem,
co szczerość dziecięcą
zawiera
i ufność.
Co jutro?
– nie pytam,
choć martwię się trochę,
czy starczy tej twojej radości,
gdy przyjdą dni trudne
i smutne,
by podać ją światu na dłoni
jak się swe serce
podaje
Tomasz Petry
maj 2011
Tak
to pięknie pisze wiersze i maluje obrazy
NASZ TOMASZ, DZISIEJSZY SOLENIZANT
Warto bywać na tym blogu, warto też odwiedzić inne blogi Tomka, autora powyższej "Galerii". Tomek to dawny solidarnościowy opozycjonista … na jednym z blogów opisuje własną historię internowania w Uhercach. i działalność w stanie wojennym, najprawdziwszą działalność. Tomek jest skromny więc pewnie do głowy by mu nie przyszło chwalić się Krzyżem Wolności i Solidarności, ale ja z największą przyjemnością o tym piszę. "Są ludzie, którym ordery przynoszą zaszczyt i ludzie, którzy przynoszą zaszczyt orderom" te słowa Kierkegaarda jakże do Tomka pasują. Wczoraj Błaszczak piał o zasługach prezesa, śmiać się chce, wielki wódz spał w najlepsze w domowym ciepełku kiedy Tomka internowali a dzisiaj prezespan to bohater, a Tomek drugi sort. Dzisiaj obowiązuje urzędowa wersja, że bez prezesa i jego brata w Polsce mielibyśmy oligarchię. Dzisiaj okrzyk Lech Wałęsa jest dla organów ścigania przestępstwem, zupełnie jak za czasów, kiedy Tomek siedział, nie u mamusi tylko w kiciu.
Czasy mamy jakie mamy, świat pojęć do góry nogami wywrócony, kłamstwo, kłamstwem pogania, słowa w oparach absurdu, historię kreuje się według uznania i upodobania wodza, samozwańczych bohaterów nasiało ... fajnie mieć blogowego przyjaciela, prawdziwego człowieka wolności .
Platforma bloog (WP) zamyka z końcem miesiąca blogi, przestaną istnieć. Swoje Tomek przeniósł. Pewnie sam zaprosi, tymczasem podam tu nowy adres: https://przedspiew.blogspot.com/
wspomnienia solidarnościowe w kategorii:
Czas strachu łez i nadziei
*
TOMKU - Z OKAZJI IMIENIN
UŚMIECH I KWIATKI ODE MNIE
też sama rysowałam :)
*
Hania - Malina M*
Hania - Malina M*
niedziela, 14 stycznia 2018
PÓŁ ŻARTEM, CAŁKIEM SERIO
tańczymy dzisiaj z Tomkiem
Tańczymy radośnie, bo gra Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy.
*
Oj tam, oj tam, wiadomo, nasz taniec to żart, za to nasze wspieranie Orkiestry jest jak najbardziej serio ! Z całych sił ! Każde na swój sposób :)
Cieszymy się, bo dobro wychodzi na ulice i krzyczy jestem !
cieszmy się, bo wychodzi też wtedy, gdy go nie widzimy.
cieszmy się, bo wychodzi też wtedy, gdy go nie widzimy.
Dobro, to dobro. Jest jednego sortu.
Może właśnie to jest światełkiem w tunelu ? ...
*
wtorek, 21 listopada 2017
WIELKI STRACH w zwartych szeregach
/Zdjęcie z zasobów Google/
WIELKI STRACH w zwartych szeregach
Boją się. Boją się wielcy i mali "bohaterowie" polskiej sceny politycznej i nie tylko politycznej. Boi się także część duchownych KK - tych, o których mówi się "partyjni księża". A wszystko przez Donalda Tuska . Tak, przez niego właśnie spać nie mogą : kot z prezesem na Nowogrodzkiej, piękna Krystynka o arystokratycznych manierach (i to niejedna), Beatki trzy ( a może i więcej), Adaśki i Adamczyki (ten z TVPiS dał poPiS. A skoro jesteśmy przy TVPiS, to dziś prześcignęła chyba tę Urbanowską z okresu stanu wojennego)
I mógłbym tu wymieniać rzesze srodze zatrwożonych ostatnim wpisem jednego z najbardziej cenionych w Europie, a jednocześnie najbardziej znienawidzonego przez tzw."prawdziwych patriotów i katolików", Polaka, Donalda Tuska .
Co takiego napisał Donald Tusk, że wszelkiej maści wynajęci i opłacani hejterzy oraz inne internetowe plugastwo, a przede wszystkim cała ekipa rządowa i jej tuby propagandowe prowadzą wściekłą, histeryczną nagonkę przeciw niemu?
Otóż Donald Tusk, człowiek światowy (w przeciwieństwie do zaściankowego Jarosława), widzący Polskę z innej perspektywy i szczerze kochający swoja Ojczyznę, której tyle lat służył i służy nadal, i o którą troszczy się bardziej, niż się wydaje zapyziałym jego przeciwnikom w Polsce - ten Donald Tusk wyraził swój niepokój w krótkich zdaniach zawierających dramatyczne ostrzeżenie przed realnym zagrożeniem, jakie wisi nad Polską w wyniku szkodniczej działalności obecnego rządu , a zwłaszcza kilku jego prominentnych polityków, z prezesem Kaczyńskim na czele.
To zagrożenie płynie z Kremla, z którego, z wielkimi rozbawieniem i jednocześnie uzasadnioną nadzieją przygląda się temu całemu polskiemu i europejskiemu piekiełku, główny reżyser pociągający za sznurki, WŁADIMIR PUTIN.
Rację Donaldowi Tuskowi przyznała niezbyt lubiąca go pani prof. Staniszkis. Trzeźwo myślący, kochający wolność i demokrację Polacy, do których mam również moralne prawo się zaliczać i którzy stanowią większość Narodu, darzą Donalda Tuska nadal swoim zaufaniem , a jego słowa, pełne troski o losy Ojczyzny, uznają za wyrażenie także własnych obaw.
Państwo, kierujący się instrukcjami płynącymi z Nowogrodzkiej naprawdę mają się czego bać. Tylko nie kot, bo on naprawdę nie jest niczemu winny.
jeśli podobał Ci się ten wpis
Jestem emerytowanym belfrem i szczęśliwym dziadkiem. Spośród wielu wykonywanych zajęć pozostało mi pszczelarzenie i uprawa działki. Czasem bawię się pędzlem i piórem. Moja dewiza: "Tak żyj, by z Twojego dorobku mogli korzystać inni teraz i w przyszłości.Wtedy twoje życie nie będzie zmarnowane"
niedziela, 16 lipca 2017
Kiedy przyjdzie czas rozliczeń
Kiedy przyjdzie czas rozliczeń
Zrzut z serwisu WP
Na pewno nadejdzie taki czas i to wcześniej, niż niektórzy się spodziewają. Nie będzie to czas miły dla obecnie rządzących, nie będzie też miły dla wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób Jarosława Kaczyńskiego i jego spółkę popierają. Mam nadzieję, że Trybunał Stanu tym razem będzie miał zajęcie na lata, a lekcja z historii zostanie przez naród odrobiona. Kaczyński - jak to podczas wiecu ktoś zawołał - nie będzie miał gdzie uciekać jak Janukowycz, chyba, że cudem uda mu się zwiać do Orbana lub do Turcji. Ewentualnie Putin da mu schronienie wieczne z wdzięczności za rozbijanie jedności Polski i Europy. Ale na co Putinowi taki Kaczyński?
Patrzę więc w przyszłość z nadzieją, że Prawo wreszcie Prawo znaczyć będzie , a Sprawiedliwość - Sprawiedliwość. Dziś bowiem te dwa pojęcia - za przyczyną Jarosława Kaczyńskiego i jego spółki oraz rzeszy otumanionych wielbicieli i wielbicielek - zdewaluowały się i mają takie samo znaczenie jak: "jestem dziewicą" w ustach damy lekkich obyczajów.
Historia uczy, że wszelkie rządy autorytarne (a taki właśnie charakter ma rząd Kaczyńskiego) prędzej czy później upadają, pozostawiając po sobie często ruiny i mroczne wspomnienia. Rząd Kaczyńskiego (bo na pewno nie Beaty Szydło) pozostawi po sobie ruinę gospodarczą, utratę zaufania, a co zatem idzie - również znaczenia wśród krajów europejskich. Jednak największa ruina, której proces już trwa, dotyczyć będzie relacji społecznych między samymi Polakami. Takiego podziału, jaki obecnie jest, nie dokonał żaden wróg zewnętrzny na przestrzeni kilkudziesięciu ostatnich lat. Oczywiście, w naszej historii mieliśmy już podobne sytuacje, które zazwyczaj osłabiały Polskę i w rezultacie doprowadziły do ponadwiekowej niewoli narodowej. Dziś podział na zwolenników oszukańczego ugrupowania i obrońców zasad demokratycznych dotyka sąsiadów, rodziny całe i biegnie nawet przez Kościół.
No właśnie. Kościół w historii Polski był zawsze ośrodkiem spajającym naród, podtrzymującym w nim nie tylko wiarę , ale też ducha w trudnych momentach dziejowych. Także w czasach komunizmu. Co dziś stało się z Kościołem? Czy Kościół stał się kościołem jednopartyjnym? Hierarchowie , prości księża wprawdzie też są ludźmi posiadającymi emocje, swoje poglądy polityczne, ale głównym dla nich drogowskazem winna być Ewangelia Chrystusowa i - chcąc być przewodnikami dusz chrześcijańskich - nie powinni opowiadać się z ambony za jedną tylko partią (przestrzegał przed tym śp. abp Ignacy Tokarczuk), gdyż wśród opozycyjnych partii oraz ich zwolenników są też chrześcijanie. O tym zapomniało widocznie wielu biskupów, proboszczów, którzy dali się zmanipulować politykowi Kaczyńskiemu i dyrektorowi Rydzykowi. Dla nich każdy, kto sprzeciwia się obecnej władzy, to lewak , obrońca ubeków, postkomunista. Ale, gdy niebawem nadejdzie czas dekaczyzacji, depisacji, będą wstydzić się swoich słów i czynów.
Póki co, władza, która oszukała suwerena, odgradza się od niego barierkami i policją . Nie wie jednak, że barierki i policja, ani trzymani na sznurku sędziowie nie obronią jej przed gniewem społecznym, który już, teraz, z każdym dniem przybiera na sile.
zrzut z serwisu WP
Jestem emerytowanym belfrem i szczęśliwym dziadkiem. Spośród wielu wykonywanych zajęć pozostało mi pszczelarzenie i uprawa działki. Czasem bawię się pędzlem i piórem. Moja dewiza: "Tak żyj, by z Twojego dorobku mogli korzystać inni teraz i w przyszłości.Wtedy twoje życie nie będzie zmarnowane"
czwartek, 18 maja 2017
Między jedną miesięcznicą, a drugą
między jednym pomnikiem smoleńskim, a drugim,
wspomnę tu sobie, u Tomka, gościnnie, inną rocznicę,
dzisiaj pomniejszą, zapomnianą, w cieniu najważniejszej z ważnych.
Dzisiaj Wawel się liczy, nie jakieś tam Monte Cośtam
Aaaa - pewnie, wspomnienie też się nie liczy,
bo bez odczytania smoleńskiego apelu będzie.
Bo jeśli nie dzisiaj,
to kiedy ?
jeśli nie ja, to kto ?
Kochałam go jak wnuczka, chociaż prawdziwą wnuczką nie byłam.
Miał duszę malarza i jak malarz opowiadał o świecie obrazami, a ja jak gąbka te opowieści chłonęłam. Były prawdziwe, tak, jak prawdziwe były zasuszone w książce czerwone maki. Ostrożnie brałam w dłonie kwiaty, które przetrwały dłużej, niż ci, co po nich szli. Jak kruche jest życie ludzkie, myślałam, gdy jeden płatek rozkruszył się w palcach. Jak wielka jest jest odwaga i ofiara krwi, myślałam patrząc na rdzawe kwiaty.
Leopold, młodszy brat mojego Dziadzia.
Wujciu Bolek, jak go zawsze nazywałam.
To on pokazał mi maki, dał do ręki, opowiedział o tamtych, koszmarnych dniach. O okopach, szrapnelach, świstaniu kul, o głodzie, chłodzie, błocie i o drodze znaczonej trupami kolegów. O tym, jak okrutna i brudna jest wojna, jak odziera ludzi z człowieczeństwa. Wujciu Bolek, jeden z 2931 żołnierzy rannych pod Monte Cassino. Dostał w samą pierś ale ogromna, poszarpana rana cudem się zagoiła. Wiesz, mówił do mnie, wycięli mi tam serce. Opowiadał godzinami a ja słuchałam. Pokazał mi piekło! I chociaż zobaczyłam je tylko oczyma wyobraźni, to do dzisiaj zapomnieć nie mogę. Więc jeśli nie ja, to kto? Jeśli nie dzisiaj, to kiedy ?

Dokładnie 73 lata temu, po jednej z najkrwawszych i najbardziej zaciętych walk drugiej wojny, polska Biało-czerwona dumnie załopotała zatknięta na ruinach klasztoru. Pierwsza. Dopiero kilka godzin później generał Anders rozkazał naszym wywiesić obok brytyjską. 60 lat temu, dokładnie 18-go maja w południe, w ruinach klasztoru zabrzmiał Hejnał Mariacki.
To było 73 lata temu, a czy my o tym pamiętamy ?
Leopold nie miał dzieci, nie miał wnuków ale miał nas.
Moją Mamusię uważał za córkę a mnie przekazywał to wszystko, co pewnie by przekazał swojemu usynowi, gdyby ten syn żył. Ale zmarł kilka dni po urodzeniu. Zasuszone maki przetrwały, długo leżały między kartkami starej książki aż w końcu trafiły do szkoły, opowiadać dzieciom o honorze, odwadze, poświęceniu i miłości Ojczyzny. Inne wojenne pamiątki leżą schowane w żołnierskim, blaszanym pudełku, a listy i dokumenty w pamiątkowej kasetce. No i w naszych sercach. W taki dzień, jak dzisiaj wracam do wspomnień. Wyjmuję pierwszy z brzegu list. Powojenny.
Wujciu był już staruszkiem, kiedy pisał te słowa. Widać, że ręka już niezbyt sprawna, a przecież nawykła nie tylko do karabinu, do pędzla artysty też. Bolek żył ponad 90 lat, ostatnie lata spędził niestety przykuty do łóżka, bo nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Umysł jednak do końca miał jasny.
Na odwrocie Jego wojenna historia. Schowaj na pamiątkę Haneczko, mówił. Schowałam. Będzie dla następnych pokoleń.
I jeszcze to: Czerwone Maki. Pieśń żołnierska.
Powstała w nocy zwycięstwa, z 17 na 18 maja 1944 roku. 60 lat temu. Ale nie od razu cała, tylko dwie pierwsze zwrotki, trzecią dopisano kilka dni później. Pieśń chwyciła za serca. Nikt nie chciał czekać. Od razu, na gorąco, zaczęto drukować słowa i nuty. W tym czasie, we Włoszech, wychodziło drukiem polskie czasopismo "Na szlaku Kresowej". Pieśń znalazła się w specjalnym dodatku.
Pożółkła kartka z frontu. Ze wzruszeniem dotykam.
Ze wzruszeniem czytam te słowa i odczytuję nuty. Przez ile rąk przeszła ta kartka papieru ? Co widziała ? Ile łez wycisnęły słowa, ile tęsknoty rzewne nuty ? Kto śpiewając myślał o rozkazie generała Andersa : Niech lew mieszka w waszym sercu !
Dwóch braci śpiewało mi żołnierskie pieśni.
Dziadziu zawsze Marsz Pierwszej Brygady. Ten Marsz prędzej potrafiłam zaśpiewać niż Wlazł kotek. Brat dziadzia, wujciu Bolek, śpiewał mi Czerwone maki. Ech, muzykalni chłopcy byli, w młodzieńczych latach nawet serenady, pod oknem pięknej popadii, wyśpiewywali. Ale wojna repertuar z romansowego na patriotyczny zmieniła i tak już zostało. A że we mnie drzemie serce wojownika to żołnierskie śpiewanie właśnie mnie przekazali.

Kiedy zaczęła się druga wojna Bolek miał 39 lat.
Stary Legionista, urzędnik państwowy, poszedł na front - jak wszyscy
Historię Bolka z czasów pierwszej wony i Legionów już tu wcześniej opisywałam. Jego medale i odznaki, te spod Monte Cassino, Tobruku i Palestyny pokazywałam ale pokażę jeszcze raz ... bo jeśli nie ja, to kto ?
Dzisiaj, z blaszanego pudełka, znowu wyciągam żołnierskie pamiątki.
I te wcześniej pokazywane i jeszcze inne:
Srebrny Krzyż Zasługi z Mieczami. Akurat ten Krzyż nie należał do Bolka, tylko do brata moje babci - Stasia. Bolek dostał Krzyż Brązowy ale, niestety, zdjęcie brązowego niezbyt mi wyszło.
Krzyż Srebrny ma amarantową wstążkę z niebieskimi paskami, jest ze srebra, ramiona ma z czerwonej emalii a w środku białe emaliowane pole z inskrypcją RP. Ten brązowy emalii nie ma.
Odznaki, medale, książeczki, naszywki, listy ...
Umiłowanie wolności, umiłowanie Ojczyzny. Gdyby chociaż po wojnie mógł wrócić do tej, za którą walczył. Gdybyż ! Ale nie mógł. Oczywiście, że w końcu wrócił, niestety via Londyn i dopiero w sierpniu 1947 roku. Takich bohaterów ojczyzna tu nie potrzebowała, takich sobie wyraźnie wtedy nie życzyła.
Pół świata z armią - Monte Cassino, Tobruk, Asyż czy Palestyna.
Podarował mi te pamiątkowe zdjęcia, tylko wcześniej, na jednym, zrobił długopisem znak x, żebym bez zbytniego dociekania mogła go odnaleźć.
Widziałam na własne oczy nie tylko te zasuszone, czerwone maki, widziałam też różę z Ogrodu Świętego Franciszka, dostał ją od zakonników gdy wyzwalał Asyż.Widziałam swetry robione z lotniczych pończoch, które przysyłał z Anglii. Widziałam seans hipnozy, której nauczył się w czasie wojny od Hindusów. Widziałam też głęboką wiarę tego niegdyś ateisty. Dziwnymi drogami chadzają ludzkie losy, jednym wojna wiarę zabiera innym wiarę daje tak, jak Bolkowi. Kiedy patrzyłam na Bolka w trumnie myślałam sobie że w swoim życiu nie spotkałam człowieka który tak pogodnie odchodził do Domu Ojca dziękując za dobro, które dostał. Może tak jest, że człowiek, który doświadczył takiego ogromu zła potrafi docenić każdą okruszynę dobra ? Wydawało mi się, że śpi uśmiechnięty leżąc na boku z podkurczonymi nogami. Wujciu Bolek uśmiechał się w trumnie.
Dzisiaj, w rocznicę zwycięstwa pod Monte Cassino, myślę o wujciu Bolku, o człowieku, któremu wolność zabrano i który życia nie wahał się narażać, byśmy my tę wolność mieli. Myślę o jego czerwonych makach i siwych włosach. O łagodnym spojrzeniu i zawsze uśmiechniętych oczach Oczach które tak wiele złego widziały i nie oślepły na dobro. Ciesz się wolnością dziecko, mawiał. Taką nawet jaka teraz jest, w sercu masz prawdziwą a da Bóg i ta prawdziwa przyjdzie. Przyszła.
Ja się cieszę, jestem mu to winna ! Jemu i tysiącom innych, znanych i bezimiennych. I jeszcze coś - jestem z nich dumna !
Czerwone, jak czerwona jest krew,
kruche i delikatne jak ludzkie życie ... maki ...
Ten wpis zrobiłam 3 lata temu. Wtedy jeszcze trochę bardziej , jako Naród pamiętaliśmy ... nawet był specjalny bieg. Bardzo przeżywałam, że nie mogę pobiec. Umieściłam ten wpis na fb. Zrobiłam sobie na pamiątkę zrzut z ekranu. Wspaniale było poczytać, komentarze. Ludzie wcale nie są obojętni. Pamięć zostaje. W sercach jest potrzeba wdzięczności.
jeśli podobał Ci się ten wpis
to wejdź na liiilil
i zagłosuj
wspomnę tu sobie, u Tomka, gościnnie, inną rocznicę,
dzisiaj pomniejszą, zapomnianą, w cieniu najważniejszej z ważnych.
Dzisiaj Wawel się liczy, nie jakieś tam Monte Cośtam
Aaaa - pewnie, wspomnienie też się nie liczy,
bo bez odczytania smoleńskiego apelu będzie.
MALINA - POST GOŚCINNY
Dzisiaj wspominam
MONTE CASSINO
Bo jeśli nie dzisiaj,
to kiedy ?
jeśli nie ja, to kto ?
Kochałam go jak wnuczka, chociaż prawdziwą wnuczką nie byłam.
Miał duszę malarza i jak malarz opowiadał o świecie obrazami, a ja jak gąbka te opowieści chłonęłam. Były prawdziwe, tak, jak prawdziwe były zasuszone w książce czerwone maki. Ostrożnie brałam w dłonie kwiaty, które przetrwały dłużej, niż ci, co po nich szli. Jak kruche jest życie ludzkie, myślałam, gdy jeden płatek rozkruszył się w palcach. Jak wielka jest jest odwaga i ofiara krwi, myślałam patrząc na rdzawe kwiaty.
Leopold, młodszy brat mojego Dziadzia.
Wujciu Bolek, jak go zawsze nazywałam.
To on pokazał mi maki, dał do ręki, opowiedział o tamtych, koszmarnych dniach. O okopach, szrapnelach, świstaniu kul, o głodzie, chłodzie, błocie i o drodze znaczonej trupami kolegów. O tym, jak okrutna i brudna jest wojna, jak odziera ludzi z człowieczeństwa. Wujciu Bolek, jeden z 2931 żołnierzy rannych pod Monte Cassino. Dostał w samą pierś ale ogromna, poszarpana rana cudem się zagoiła. Wiesz, mówił do mnie, wycięli mi tam serce. Opowiadał godzinami a ja słuchałam. Pokazał mi piekło! I chociaż zobaczyłam je tylko oczyma wyobraźni, to do dzisiaj zapomnieć nie mogę. Więc jeśli nie ja, to kto? Jeśli nie dzisiaj, to kiedy ?

Dokładnie 73 lata temu, po jednej z najkrwawszych i najbardziej zaciętych walk drugiej wojny, polska Biało-czerwona dumnie załopotała zatknięta na ruinach klasztoru. Pierwsza. Dopiero kilka godzin później generał Anders rozkazał naszym wywiesić obok brytyjską. 60 lat temu, dokładnie 18-go maja w południe, w ruinach klasztoru zabrzmiał Hejnał Mariacki.
To było 73 lata temu, a czy my o tym pamiętamy ?
Leopold nie miał dzieci, nie miał wnuków ale miał nas.
Moją Mamusię uważał za córkę a mnie przekazywał to wszystko, co pewnie by przekazał swojemu usynowi, gdyby ten syn żył. Ale zmarł kilka dni po urodzeniu. Zasuszone maki przetrwały, długo leżały między kartkami starej książki aż w końcu trafiły do szkoły, opowiadać dzieciom o honorze, odwadze, poświęceniu i miłości Ojczyzny. Inne wojenne pamiątki leżą schowane w żołnierskim, blaszanym pudełku, a listy i dokumenty w pamiątkowej kasetce. No i w naszych sercach. W taki dzień, jak dzisiaj wracam do wspomnień. Wyjmuję pierwszy z brzegu list. Powojenny.
Wujciu był już staruszkiem, kiedy pisał te słowa. Widać, że ręka już niezbyt sprawna, a przecież nawykła nie tylko do karabinu, do pędzla artysty też. Bolek żył ponad 90 lat, ostatnie lata spędził niestety przykuty do łóżka, bo nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Umysł jednak do końca miał jasny.
Na odwrocie Jego wojenna historia. Schowaj na pamiątkę Haneczko, mówił. Schowałam. Będzie dla następnych pokoleń.
I jeszcze to: Czerwone Maki. Pieśń żołnierska.
Powstała w nocy zwycięstwa, z 17 na 18 maja 1944 roku. 60 lat temu. Ale nie od razu cała, tylko dwie pierwsze zwrotki, trzecią dopisano kilka dni później. Pieśń chwyciła za serca. Nikt nie chciał czekać. Od razu, na gorąco, zaczęto drukować słowa i nuty. W tym czasie, we Włoszech, wychodziło drukiem polskie czasopismo "Na szlaku Kresowej". Pieśń znalazła się w specjalnym dodatku.
Pożółkła kartka z frontu. Ze wzruszeniem dotykam.
Ze wzruszeniem czytam te słowa i odczytuję nuty. Przez ile rąk przeszła ta kartka papieru ? Co widziała ? Ile łez wycisnęły słowa, ile tęsknoty rzewne nuty ? Kto śpiewając myślał o rozkazie generała Andersa : Niech lew mieszka w waszym sercu !
Dwóch braci śpiewało mi żołnierskie pieśni.
Dziadziu zawsze Marsz Pierwszej Brygady. Ten Marsz prędzej potrafiłam zaśpiewać niż Wlazł kotek. Brat dziadzia, wujciu Bolek, śpiewał mi Czerwone maki. Ech, muzykalni chłopcy byli, w młodzieńczych latach nawet serenady, pod oknem pięknej popadii, wyśpiewywali. Ale wojna repertuar z romansowego na patriotyczny zmieniła i tak już zostało. A że we mnie drzemie serce wojownika to żołnierskie śpiewanie właśnie mnie przekazali.

Kiedy zaczęła się druga wojna Bolek miał 39 lat.
Stary Legionista, urzędnik państwowy, poszedł na front - jak wszyscy
Historię Bolka z czasów pierwszej wony i Legionów już tu wcześniej opisywałam. Jego medale i odznaki, te spod Monte Cassino, Tobruku i Palestyny pokazywałam ale pokażę jeszcze raz ... bo jeśli nie ja, to kto ?
Dzisiaj, z blaszanego pudełka, znowu wyciągam żołnierskie pamiątki.
I te wcześniej pokazywane i jeszcze inne:
Srebrny Krzyż Zasługi z Mieczami. Akurat ten Krzyż nie należał do Bolka, tylko do brata moje babci - Stasia. Bolek dostał Krzyż Brązowy ale, niestety, zdjęcie brązowego niezbyt mi wyszło.
Krzyż Srebrny ma amarantową wstążkę z niebieskimi paskami, jest ze srebra, ramiona ma z czerwonej emalii a w środku białe emaliowane pole z inskrypcją RP. Ten brązowy emalii nie ma.
Medal Polska Swemu Obrońcy
Odznaki, medale, książeczki, naszywki, listy ...
Umiłowanie wolności, umiłowanie Ojczyzny. Gdyby chociaż po wojnie mógł wrócić do tej, za którą walczył. Gdybyż ! Ale nie mógł. Oczywiście, że w końcu wrócił, niestety via Londyn i dopiero w sierpniu 1947 roku. Takich bohaterów ojczyzna tu nie potrzebowała, takich sobie wyraźnie wtedy nie życzyła.
Pół świata z armią - Monte Cassino, Tobruk, Asyż czy Palestyna.
Podarował mi te pamiątkowe zdjęcia, tylko wcześniej, na jednym, zrobił długopisem znak x, żebym bez zbytniego dociekania mogła go odnaleźć.
Widziałam na własne oczy nie tylko te zasuszone, czerwone maki, widziałam też różę z Ogrodu Świętego Franciszka, dostał ją od zakonników gdy wyzwalał Asyż.Widziałam swetry robione z lotniczych pończoch, które przysyłał z Anglii. Widziałam seans hipnozy, której nauczył się w czasie wojny od Hindusów. Widziałam też głęboką wiarę tego niegdyś ateisty. Dziwnymi drogami chadzają ludzkie losy, jednym wojna wiarę zabiera innym wiarę daje tak, jak Bolkowi. Kiedy patrzyłam na Bolka w trumnie myślałam sobie że w swoim życiu nie spotkałam człowieka który tak pogodnie odchodził do Domu Ojca dziękując za dobro, które dostał. Może tak jest, że człowiek, który doświadczył takiego ogromu zła potrafi docenić każdą okruszynę dobra ? Wydawało mi się, że śpi uśmiechnięty leżąc na boku z podkurczonymi nogami. Wujciu Bolek uśmiechał się w trumnie.
Dzisiaj, w rocznicę zwycięstwa pod Monte Cassino, myślę o wujciu Bolku, o człowieku, któremu wolność zabrano i który życia nie wahał się narażać, byśmy my tę wolność mieli. Myślę o jego czerwonych makach i siwych włosach. O łagodnym spojrzeniu i zawsze uśmiechniętych oczach Oczach które tak wiele złego widziały i nie oślepły na dobro. Ciesz się wolnością dziecko, mawiał. Taką nawet jaka teraz jest, w sercu masz prawdziwą a da Bóg i ta prawdziwa przyjdzie. Przyszła.
Ja się cieszę, jestem mu to winna ! Jemu i tysiącom innych, znanych i bezimiennych. I jeszcze coś - jestem z nich dumna !
Czerwone, jak czerwona jest krew,
kruche i delikatne jak ludzkie życie ... maki ...
Ten wpis zrobiłam 3 lata temu. Wtedy jeszcze trochę bardziej , jako Naród pamiętaliśmy ... nawet był specjalny bieg. Bardzo przeżywałam, że nie mogę pobiec. Umieściłam ten wpis na fb. Zrobiłam sobie na pamiątkę zrzut z ekranu. Wspaniale było poczytać, komentarze. Ludzie wcale nie są obojętni. Pamięć zostaje. W sercach jest potrzeba wdzięczności.
jeśli podobał Ci się ten wpis
to wejdź na liiilil
i zagłosujczwartek, 27 kwietnia 2017
Słów kilka na "Ucho prezesa"
Słów kilka na "Ucho prezesa"
Oglądałeś "Ucho prezesa"? - zaczepiają mnie znajomi na ulicy, dzwonią inni przyjaciele. Temat od pewnego czasu króluje w rozmowach biesiadnych, spotkaniach towarzyskich, w salonach politycznych. Nawet w samym "Uchu " dyskutuje się o "Uchu"
"Ucho prezesa" stało się już ikoną współczesnej satyry politycznej - satyry dla ludzi inteligentnych, mających dystans do wielkiej wojny polsko-polskiej i do samych siebie, a więc na pewno nie dla pani poseł Krystyny P, która nie potrafi śmiać się, lecz kipi zajadłością do wszystkiego, co nie prezesowskie. Nie jest ono na pewno mile przyjmowane przez tych, którzy ślepo albo też interesownie zapatrzeni w zbawczą działalność Wodza, traktują wszelką satyrę polityczną, której ostrze skierowane jest przeciw niemu, za akt obrazoburczy, godny potępienia.
*
Oglądałeś "Ucho prezesa"? - zaczepiają mnie znajomi na ulicy, dzwonią inni przyjaciele. Temat od pewnego czasu króluje w rozmowach biesiadnych, spotkaniach towarzyskich, w salonach politycznych. Nawet w samym "Uchu " dyskutuje się o "Uchu"
"Ucho prezesa" stało się już ikoną współczesnej satyry politycznej - satyry dla ludzi inteligentnych, mających dystans do wielkiej wojny polsko-polskiej i do samych siebie, a więc na pewno nie dla pani poseł Krystyny P, która nie potrafi śmiać się, lecz kipi zajadłością do wszystkiego, co nie prezesowskie. Nie jest ono na pewno mile przyjmowane przez tych, którzy ślepo albo też interesownie zapatrzeni w zbawczą działalność Wodza, traktują wszelką satyrę polityczną, której ostrze skierowane jest przeciw niemu, za akt obrazoburczy, godny potępienia.
TUTAJ
dostęp do ucha prezesa :
*
Czekam zawsze na kolejny odcinek, by poprawić sobie humor na nowy tydzień.
Co jest ważne w tym satyrycznym serialu, to ostrość spojrzenia na zachowania ludzi i - wbrew pozorom- obiektywizm. Kiedyś autorzy wyłapywali "wykrzywienia" poprzedniej koalicji, dziś również nie oszczędzili działaczy opozycji (odc. 13) i każdy z nich, który to obejrzał, na pewno wyciągnął właściwe wnioski. Taka jest właśnie rola mądrej satyry politycznej.
Kiedyś, w okresie stanu wojennego jej ikoną , podtrzymującą naród na duchu, był Pietrzak. Odkąd związał się z jedyną , "słuszną partią", wylewając swoją frustrację z powodu nieudanych startów na prezydenta RP, zaczął pełnić co najwyżej rolę deski klozetowej w ulubionej przez obecną władzę toalecie.
Co jest ważne w tym satyrycznym serialu, to ostrość spojrzenia na zachowania ludzi i - wbrew pozorom- obiektywizm. Kiedyś autorzy wyłapywali "wykrzywienia" poprzedniej koalicji, dziś również nie oszczędzili działaczy opozycji (odc. 13) i każdy z nich, który to obejrzał, na pewno wyciągnął właściwe wnioski. Taka jest właśnie rola mądrej satyry politycznej.
Kiedyś, w okresie stanu wojennego jej ikoną , podtrzymującą naród na duchu, był Pietrzak. Odkąd związał się z jedyną , "słuszną partią", wylewając swoją frustrację z powodu nieudanych startów na prezydenta RP, zaczął pełnić co najwyżej rolę deski klozetowej w ulubionej przez obecną władzę toalecie.
"Ucho prezesa " w swoim ostatnim odcinku tej serii ma być najmocniejszym przekazem . Nic dziwnego, bo to przecież będą imieniny PREZESA. Oj, będzie się działo...
Zapraszam na drugi blog o pszczelarstwie - http://przedspiew.bloog.pl
jeśli podobał Ci się ten wpis
to wejdź na liiilil
i zagłosuj
Zapraszam na drugi blog o pszczelarstwie - http://przedspiew.bloog.pl
tu link
jeśli podobał Ci się ten wpis
to wejdź na liiilil
i zagłosuj
Jestem emerytowanym belfrem i szczęśliwym dziadkiem. Spośród wielu wykonywanych zajęć pozostało mi pszczelarzenie i uprawa działki. Czasem bawię się pędzlem i piórem. Moja dewiza: "Tak żyj, by z Twojego dorobku mogli korzystać inni teraz i w przyszłości.Wtedy twoje życie nie będzie zmarnowane"
poniedziałek, 10 kwietnia 2017
Szaleństwo głupoty, czyli - jak ośmieszyć tragedię narodową
Szaleństwo głupoty, czyli - jak ośmieszyć tragedię narodową
Zdjęcie z newsa WP
Głupota osiągnęła apogeum. Dramat polega na tym, że jest to głupota naznaczona piętnem szaleństwa. Posługuje się nią jeden szaleniec jako narzędziem politycznym, podając coraz to nowe, nieracjonalne przyczyny katastrofy prezydenckiego samolotu. To jest - dopasowując do podstawowej teorii o zamachu coraz to nowe sposoby jego dokonania . Gdzieś w tle już wskazani zostają sprawcy, ale trzeba jeszcze jakoś to posklejać do kupy, opakować i podać naiwnym , ale wiernym , otumanionym, żądnym krwi wyznawcom. A że posklejać się nie da, więc wymyśla się nieprawdopodobną historię o wybuchu ładunku termobarycznego. Teraz należy wcisnąć w ogłupione umysły tej niemyślącej części narodu, że to jest najwłaściwsza, najprawdziwsza, oczywista prawda. Tę oczywistą prawdę podał tłumowi wyznawców GURU głupoty, ogarnięty chorobliwą nienawiścią, a w rzeczywistości jeden z najbardziej nieszczęśliwych ludzi w Polsce, który wie, że tak naprawdę to on sam w pewnym stopniu przyczynił się do... No właśnie, sumienie nie daje mu spokoju, a kres władzy zbliża się nieuchronnie po której oddaniu trzeba będzie i z tej głupoty wciskanej narodowi oraz z jej kosztów, rozliczyć się dokładnie. I marzenie o byciu ZBAWCĄ NARODU rozwieje się przy najbliższych wyborach. Dziś, dzięki (niestety ) naczelnym głupcom, obierającym dramat z 19 kwietnia 2010 roku w teorię, której nie wymyśliłoby nigdy nawet stu dobrze odżywionych wariatów, tragedia smoleńska coraz częściej, zamiast zadumy, refleksji, budzi niezdrowe , ośmieszające ją komentarze. I to jest nie tylko smutne, ale tragiczne.
jeśli podobał Ci się ten wpis
to wejdź na liiilil
i zagłosuj
Jestem emerytowanym belfrem i szczęśliwym dziadkiem. Spośród wielu wykonywanych zajęć pozostało mi pszczelarzenie i uprawa działki. Czasem bawię się pędzlem i piórem. Moja dewiza: "Tak żyj, by z Twojego dorobku mogli korzystać inni teraz i w przyszłości.Wtedy twoje życie nie będzie zmarnowane"
czwartek, 9 marca 2017
Gdzie diabeł nie może...
Gdzie diabeł nie może...
No i stało się , zgodnie z naszymi przewidywaniami: Europa powiedziała Kaczyńskiemu, gdzie jest jego miejsce. Na nic zdała się cała dyplomacja szefa MSZ, na nic wsparcie szefa MON (on czymś groził?), na nic ostatnia krucjata szefowej pisowskiego rządu ( celowo używam określenia "pisowskiego " zamiast "polskiego", bowiem polski rząd dbałby przede wszystkim o dobro Polski, a nie partii, nie narażałby autorytetu i pozycji państwa na śmieszność, nie realizowałby ambicji człowieczka, który jest tylko szeregowym posłem i prezesem jednej partii).
Na niczym spełzły wręcz szatańskie wysiłki, by podkopać w oczach Polaków i Europy wiarygodność głównego kandydata na szefa RE, Donalda Tuska. Cała czereda pisowska, jak mantrę powtarzała te same wymyślone argumenty mające zohydzić Donalda Tuska. Łącznie z zabraniem mu prawa bycia Polakiem. Naprawdę, diabelski to był pomysł. Wtórowała tu , uzbrojona w tzw. ekspertów, reżymowa telewizja, popisując się akcjami propagandowymi godnymi TVP z okresu stanu wojennego, czy też obecnej telewizji putinowskiej. Jacek Kurski gwałci moralnie swoich dziennikarzy, żądając od nich materiałów obnażających niemiecko-wilczą naturę Tuska ( a może już tak są wyćwiczeni, ze czynią to z własnej woli?).
Blamaż polskiej dyplomacji ( nic dziwnego, przy takim ministrze), pisowskiego rządu (premier jedzie na szczyt w Brukseli z instrukcjami wydanymi przez szeregowego posła), porażka prezesa, który chyba za granicą nigdy nie był i zarządza krajem z Nowogrodzkiej - to , jak przewiduję z wielka nadzieją, początek końca tej szkodliwej dla Polski formacji.
Najbardziej jednak poszkodowanym w tej całej hucpie jest niedoszły kandydat pisowskiego rządu, pan JSW, który dał się wrobić , stając się tylko narzędziem w rozgrywce politycznej -tak, jak niegdyś pan Gliński. Przypuszczam, że przynajmniej zastąpi on nieudanego ministra spraw zagranicznych , Waszczykowskiego? A kto zastąpi niesamodzielną panią premier, która tu , w grze prezesa pełniła rolę przysłowiowej "baby"? Bo dziś, choć prezes ją chwali, a ona smutnym głosem poucza Europę, nie sprawdziło się cytowane w tytule staropolskie przysłowie i trzeba je zastąpić nowym : GDZIE DIABEŁ NIE MOŻE, TAM I BABA NIE POMOŻE, JEŚLI INNE SĄ PLANY BOŻE .
jeśli podobał Ci się ten wpis
to wejdź na liiilil
i zagłosu
No i stało się , zgodnie z naszymi przewidywaniami: Europa powiedziała Kaczyńskiemu, gdzie jest jego miejsce. Na nic zdała się cała dyplomacja szefa MSZ, na nic wsparcie szefa MON (on czymś groził?), na nic ostatnia krucjata szefowej pisowskiego rządu ( celowo używam określenia "pisowskiego " zamiast "polskiego", bowiem polski rząd dbałby przede wszystkim o dobro Polski, a nie partii, nie narażałby autorytetu i pozycji państwa na śmieszność, nie realizowałby ambicji człowieczka, który jest tylko szeregowym posłem i prezesem jednej partii).
Na niczym spełzły wręcz szatańskie wysiłki, by podkopać w oczach Polaków i Europy wiarygodność głównego kandydata na szefa RE, Donalda Tuska. Cała czereda pisowska, jak mantrę powtarzała te same wymyślone argumenty mające zohydzić Donalda Tuska. Łącznie z zabraniem mu prawa bycia Polakiem. Naprawdę, diabelski to był pomysł. Wtórowała tu , uzbrojona w tzw. ekspertów, reżymowa telewizja, popisując się akcjami propagandowymi godnymi TVP z okresu stanu wojennego, czy też obecnej telewizji putinowskiej. Jacek Kurski gwałci moralnie swoich dziennikarzy, żądając od nich materiałów obnażających niemiecko-wilczą naturę Tuska ( a może już tak są wyćwiczeni, ze czynią to z własnej woli?).
Blamaż polskiej dyplomacji ( nic dziwnego, przy takim ministrze), pisowskiego rządu (premier jedzie na szczyt w Brukseli z instrukcjami wydanymi przez szeregowego posła), porażka prezesa, który chyba za granicą nigdy nie był i zarządza krajem z Nowogrodzkiej - to , jak przewiduję z wielka nadzieją, początek końca tej szkodliwej dla Polski formacji.
Najbardziej jednak poszkodowanym w tej całej hucpie jest niedoszły kandydat pisowskiego rządu, pan JSW, który dał się wrobić , stając się tylko narzędziem w rozgrywce politycznej -tak, jak niegdyś pan Gliński. Przypuszczam, że przynajmniej zastąpi on nieudanego ministra spraw zagranicznych , Waszczykowskiego? A kto zastąpi niesamodzielną panią premier, która tu , w grze prezesa pełniła rolę przysłowiowej "baby"? Bo dziś, choć prezes ją chwali, a ona smutnym głosem poucza Europę, nie sprawdziło się cytowane w tytule staropolskie przysłowie i trzeba je zastąpić nowym : GDZIE DIABEŁ NIE MOŻE, TAM I BABA NIE POMOŻE, JEŚLI INNE SĄ PLANY BOŻE .
" Co ja robię tu?"
jeśli podobał Ci się ten wpis
to wejdź na liiilil
i zagłosu
Jestem emerytowanym belfrem i szczęśliwym dziadkiem. Spośród wielu wykonywanych zajęć pozostało mi pszczelarzenie i uprawa działki. Czasem bawię się pędzlem i piórem. Moja dewiza: "Tak żyj, by z Twojego dorobku mogli korzystać inni teraz i w przyszłości.Wtedy twoje życie nie będzie zmarnowane"
poniedziałek, 6 marca 2017
Polska piaskownica
Polska piaskownica
Co wyniknie z zamieszania, jakie na arenę europejskiej polityki wprowadził niemiłościwie nam panujący prezes Jarosław Kaczyński? Wstyd. Po prostu, wstyd.
Już zamieszanie woków Trybunału Konstytucyjnego wprowadziło niepokój Europie, i to wcale nie za przyczyną - jak to grzmiał prezes i prawicowe media - "targowiczan", lecz z prostego powodu: zainteresowanie Polską i wiedza Europejczyków o niej stale rozwija się od wyboru Karola Wojtyły na papieża oraz od powstania Solidarności pod przywództwem Lecha Wałęsy, a dziś, w erze rewolucji medialnej, gdy jesteśmy realnie członkami Wspólnoty Europejskiej, na czele której stoi Polak, to zainteresowanie wiąże się również z należnym Polsce miejscem , no i z szacunkiem.
Niestety, ten wizerunek Polski i Polaków szczególnie dziś został wypaczony, a to za przyczyną małego uzurpatora, Jarosława Kaczyńskiego, który swoimi urojonymi fobiami zaraził znaczną część Polek i Polaków, a dzięki przedwyborczym oszustwom politycznym, populizmowi i poparciu środowiska związanego z o. dyrektorem Rydzykiem, przejął rządy w Polsce ( mam nadzieję, że nie na 4 lata). Do czasu wyborów miał " swoją piaskownicę" w Polsce. Nieszczęściem stało się, po wgranych wyborach, uczynienie z całej Polski jednej, wielkiej piaskownicy, w której niepodzielnie bawią się pod jego przywództwem "grzeczni chłopcy i posłuszne dziewczynki". Dzisiaj mamy do czynienia z próbą poszerzenia polskiej piaskownicy o Europę. Osobista nienawiść prezesa Jarosława Kaczyńskiego do Donalda Tuska ubiegającego się o drugą kadencję przewodniczącego Rady Europejskiej, nie tylko zakłóciła normalny tryb dokonywania wyborów, ale też wprawiła w zdumienie właściwie całą Europę.
Misja jednego z najbardziej gorliwych sługusów Kaczyńskiego, a jednocześnie największego nieudacznika polskiej dyplomacji, mająca na celu uniemożliwienie ponownego wyboru Donalda Tuska, czyni naród polski naprawdę narodem egzotycznym, gdzie prywata ubrana w patriotyczne majtki, owinięta narodowa flagą, staje się orężem Polaka przeciw Polakowi na międzynarodowej arenie.
jeśli podobał Ci się ten wpis
to wejdź na liiil
i zagłosu
Co wyniknie z zamieszania, jakie na arenę europejskiej polityki wprowadził niemiłościwie nam panujący prezes Jarosław Kaczyński? Wstyd. Po prostu, wstyd.
Już zamieszanie woków Trybunału Konstytucyjnego wprowadziło niepokój Europie, i to wcale nie za przyczyną - jak to grzmiał prezes i prawicowe media - "targowiczan", lecz z prostego powodu: zainteresowanie Polską i wiedza Europejczyków o niej stale rozwija się od wyboru Karola Wojtyły na papieża oraz od powstania Solidarności pod przywództwem Lecha Wałęsy, a dziś, w erze rewolucji medialnej, gdy jesteśmy realnie członkami Wspólnoty Europejskiej, na czele której stoi Polak, to zainteresowanie wiąże się również z należnym Polsce miejscem , no i z szacunkiem.
Niestety, ten wizerunek Polski i Polaków szczególnie dziś został wypaczony, a to za przyczyną małego uzurpatora, Jarosława Kaczyńskiego, który swoimi urojonymi fobiami zaraził znaczną część Polek i Polaków, a dzięki przedwyborczym oszustwom politycznym, populizmowi i poparciu środowiska związanego z o. dyrektorem Rydzykiem, przejął rządy w Polsce ( mam nadzieję, że nie na 4 lata). Do czasu wyborów miał " swoją piaskownicę" w Polsce. Nieszczęściem stało się, po wgranych wyborach, uczynienie z całej Polski jednej, wielkiej piaskownicy, w której niepodzielnie bawią się pod jego przywództwem "grzeczni chłopcy i posłuszne dziewczynki". Dzisiaj mamy do czynienia z próbą poszerzenia polskiej piaskownicy o Europę. Osobista nienawiść prezesa Jarosława Kaczyńskiego do Donalda Tuska ubiegającego się o drugą kadencję przewodniczącego Rady Europejskiej, nie tylko zakłóciła normalny tryb dokonywania wyborów, ale też wprawiła w zdumienie właściwie całą Europę.
Misja jednego z najbardziej gorliwych sługusów Kaczyńskiego, a jednocześnie największego nieudacznika polskiej dyplomacji, mająca na celu uniemożliwienie ponownego wyboru Donalda Tuska, czyni naród polski naprawdę narodem egzotycznym, gdzie prywata ubrana w patriotyczne majtki, owinięta narodowa flagą, staje się orężem Polaka przeciw Polakowi na międzynarodowej arenie.
jeśli podobał Ci się ten wpis
to wejdź na liiil
i zagłosu
Jestem emerytowanym belfrem i szczęśliwym dziadkiem. Spośród wielu wykonywanych zajęć pozostało mi pszczelarzenie i uprawa działki. Czasem bawię się pędzlem i piórem. Moja dewiza: "Tak żyj, by z Twojego dorobku mogli korzystać inni teraz i w przyszłości.Wtedy twoje życie nie będzie zmarnowane"
piątek, 3 marca 2017
Babooshka - Kate Bush
i już wiadomo
skąd ta babuszkaaa
:)
A tak nawiasem :
Kobieta w woalce z kontrabasem i kobieta w seksownej „zbroi” z mieczem. Trzeba przyznać, że to jeden z dziwniejszych teledysków Kate Bush, choć całkiem niedziwne nigdy one nie były. Wideo ściśle związane jest piosenką i jej słowami. Utwór opowiada o kobiecie, które chce sprawdzić, czy mąż jest wobec niej lojalny. Przyjmuje więc pseudonim Babooshka i podając się za młodą kobietę śle do mężczyzny liściki, następnie aranżuje z nim spotkanie, a następnie niszczy związek przez swą paranoję.
– Sądzę, że słyszałam o tym, w jakimś programie BBC – wyjaśniała artystka. – Myślę, że to fascynujące.
W klipie kontrabas symbolizuje męża, odziana na czarno Bush żonę, a ubrana w skąpy kostium zainspirowany rysunkami Chrisa Achilleosa kobieta to tytułowa Babooshka, alter-ego małżonki.
Pisząc piosenkę, artystka nie wiedziała, że babuszka po rosyjsku oznacza… babcię.
ech - babuszka, babuszka ...
:)
czwartek, 2 marca 2017
Subskrybuj:
Posty (Atom)




























